Moja przygoda z Planerem Pełnym Czasu

Uwielbiam prezenty. Zwłaszcza takie, w przygotowanie których osoba obdarowująca włożyła sporo wysiłku. Takie prezenty wspomina się długo... 

Takim prezentem była "przesyłka pełna czasu" zawierająca Planer Pełen Czasu. I nie ma najmniejszego znaczenia to, że sama go sobie kupiłam. I nie ma znaczenia, że Planer kupiłam sobie kilka miesięcy temu... 

Sami zobaczcie, jak wyglądał po wyjęciu z paczki. 



Piękny biały papier. Różowa wstążka i kropka sygnalizująca, jaki kolor ma okładka Planera (mogłam wybrać jeszcze grafitową). A do tego niemalże osobiste podziękowanie ;) #GANGPSC napracował się, by udowodnić (po raz kolejny zresztą), że Pani Swojego Czasu to sprawdzona i profesjonalna marka, warta każdych pieniędzy. 




Na grupie Panie Swojego Czasu na Facebooku wszystkie fanki PSC pomagały podejmować decyzje - projektowały wyklejki, a potem na nie głosowały, wybierały kolor kropek... 

Ola Budzyńska pozostawiła użytkowniczkom Planera sporą dawkę swobody - przygotowane są szablony miesięcy, spis treści oraz numerowanie stron i kropki :)



Przygodę z Planerem możemy rozpocząć w dowolnym momencie roku - u mnie był to kwiecień. W teorii Planer może wystarczyć na rok, gdyż ma 12 szablonów miesięcznych, ale w praktyce czas użytkowania zależy od ilości czynionych w nim notatek. 

Planer ma niekonwencjonalny format - B5, czyli 17,6 cm x 25 cm. Z jednej strony jest to zaletą - sporo miejsca na notowanie ;), a z drugiej niestety wadą - w połączeniu z twardą oprawą i 256 stronami planer jest dość ciężki.

Ale sami zobaczcie, jak prezentuje się wewnątrz... 




Mnie osobiście zachwycił - zarówno sposób wysyłki, jak i zawartość. Oficjalnie mówi się już o trzeciej wersji kolorystycznej Planera - będzie turkusowy! 

Kupić go możecie TUTAJ. Koniecznie dajcie znać, czy znacie już Planer, a może dzięki temu wpisowi zdecydujecie się na jego zakup?