Odpoczynek instant a #cieszmysiezmalychrzeczy

Dawno mnie nie było... Wiele się jednak działo... Zwłaszcza w mojej głowie... Trochę Wam o tym opowiem... Nie jest to proste... I nie zmieści się w jednym wpisie. Tym bardziej, że to dzieje się nadal i wciąż. Spróbuję jednak opisywać to "po kolei", z jakimś sensem (przynajmniej z mojego punktu widzenia)... Byłoby super, gdybyście zostawili po sobie jakiś komentarz. Kto wie, może mi on pomoże spojrzeć na pewne sprawy z lepszej perspektywy?




Życie zawodowe i prywatne, domowe. Jedno i drugie postrzegane jako praca. Przecież czynności wykonywane w domu „nie mogą” przynosić przyjemności. To przykry obowiązek. Patrząc przez pryzmat „pracy” na wszystkie wykonywane czynności zapętlamy się.



Wiele z nas próbuje wyznaczyć jakąś granicę. Szuka sposobów, by choć na chwilę odetchnąć od „pracy” - jednej i drugiej. Czasem jest to chwila na kawę, a innym razem szybka kąpiel. No właśnie. „Chwila”, „szybka”, „moment”… Niewiele z nas potrafi celebrować czas dla siebie. Czasami czujemy wyrzuty sumienia, że kuchnia nie posprzątana lub że dzieci siedzą znów przed telewizorem. 



Odpoczywamy więc w biegu. Zatrzymujemy się na chwilę - jedni zapalają papierosa, inni wlewają w siebie kawę. Jedni łykają rozdział książki, a inni 15-minutową drzemką na kanapie próbują zregenerować siły. To taki odpoczynek instant. Znacie to słowo, prawda? W wolnym tłumaczeniu znaczy szybki, doraźny, błyskawiczny, chwilowy. Instant są zupki chińskie i kawa rozpuszczalna. I jedno i drugie „świetnie” zastępuje prawdziwe. Mają jedną „zaletę” - są „już”. Ale czy są w pełni? 



Ugotowanie smacznej i zdrowej zupy, to tak naprawdę czas potrzebny na zakup składników, umycie, pokrojenie i wrzucenie do garnka. Czas oczekiwania możemy wykorzystać na cokolwiek tylko chcemy. Na zabawę z dzieckiem lub przeczytanie książki - to dla przyjemności. Na umycie podłóg czy przejrzenie prezentacji na jutro - to z obowiązku. 

Przygotowanie aromatycznej kawy, to tak naprawdę czas potrzebny na włożenie kapsułki do ekspresu lub wsypanie kawy do ekspresu przelewowego lub wsypanie kawy do kawiarki i zalanie wrzątkiem… Czas oczekiwania wykorzystuję na nacieszenie oczu widokiem za oknem, często budzącym się dniem… Zerkam też z radością w kierunku pełzającej w moją stronę córki. Niewiele - a cieszy. 



Z kolorowych gazet, portali internetowych bombardują nas nagłówki: „wystarczy 10 minut…”, „tylko 3 minuty, by…” Mnie to przestało wystarczać. Zapętliłam się. Szukam innej drogi - mam nadzieję, że lepszej. Innej drogi w życiu rodzinnym. Innej - w życiu zawodowym. Chcę nauczyć się siebie. I chcę się z Wami dzielić moimi poszukiwaniami. 



Od jakiegoś czasu zamieszczam na instagramie zdjęcia z tagiem #cieszmysiezmalychrzeczy . Pracuję nad sobą. Nad tym, by uchwycić jak najwięcej chwil sprawiających mi frajdę. Nieważne, czy będą to momenty czy dłuższe chwile. Wszystko, co robimy zasługuje na celebrację. Nasze życie składa się z drobnych momentów, które tworzą niesamowitą historię. Tylko od nas zależy, czy wchłoniemy ją całą, każdą komórką, czy je prześpimy lub przebiegniemy, goniąc nieokreślone.